Projekt OdwazSieZycPL... jedno z najlepszych źródeł motywacji! Święte słowa ;)
poniedziałek, 2 września 2013
niedziela, 1 września 2013
Niezniszczalna metoda samorozwoju!
Analizując Unikalną perspektywę postrzegania rzeczywistości oraz Styl życia w prostej wersji, czyli artykuliki w których poruszałem głównie zagadnienie samorozwoju i postępu, doszedłem do nowych wniosków. A więc łącząc dwie garści informacji oraz dokładając nowe doświadczenia, osiągnąłem ewolucję o kilka poziomów, tworząc niezniszczalną metodę rozwoju. Na wstępie chciałbym wielce podziękować filozofii postępowania - Kaizen, która wraz z książką "Filozofia kaizen" Roberta Maurera pozwoliła mi na osiągnięcie ów sukcesu. A więc zaczynamy!
Na samym początku niezbędna będzie nam motywacja, chęć do poprawy sytuacji. Ten wewnętrzny ogień, ten surowy trener wbudowany w świadomości, który nie pozwoli nam się poddać. Który za każdym razem kiedy upadniemy wydrze się na nas i zasadzi kopa abyśmy biegli do przodu, do celu. Aby mieć tą złość w sobie i cholerne samozaparcie - "Ja nie dam rady?". Powiedzieć sobie - czas na zmiany i uderzając ręką w biurko czy co tam pod ręką, przesadzić się na inne tory. W razie czego jeszcze warto zaopatrzyć się w motywacje w postaci czy to muzyki, czy nawet najprostszego wypominania sobie błędów i celu. Najważniejsze jednak aby za każdym razem wstać. Nie pieścić się ze sobą. To jedyna droga do sukcesu. Kiedy dochodzisz do swoich granic i chwytając je z całych sił popychasz do przodu poszerzając swobodę i zakres swoich możliwości. A kiedy już odniesiesz sukces, nie będzie to uczucie radości, ani uczucie spełnienia, ale ten wewnętrzny płomień, ta rosnąca wiara w siebie pędząca niczym rtęć w termometrze wystawionym w samo południe podczas słonecznego letniego dnia. Niewyobrażalna energia. Coś pięknego...
Jedynie jeżeli decyzja została podjęta zezwalam Ci na dalsze czytanie tego tekstu :D hehe w przeciwnym razie to co napiszę nie będzie stanowiło dla Ciebie żadnej wartości. To ma nie być informacja uzupełniająca ciekawość a raczej technika samorozwoju. A więc?
W myśl kaizen - wszystko małymi kroczkami naszą pracę nad danym problemem, wadą, cechą charakteru którą chcemy poprawić, a może i umiejętnościami sportowymi itp. musimy zacząć od małego, niezauważalnego kroku. To jest jak z bieganiem... za nic nie możesz zatrzymać się! Nawet jak nie możesz już biec to idziesz do przodu. Niema czasu na zatrzymywanie się. W późniejszym czasie wierz mi, wiem o czym mówię, możesz surowo żałować tego, że nawet nie spróbowałeś. To jest coś małego, drobnego, krótka chwila która zaowocuje czymś wielkim w przyszłości. A więc chcesz, a raczej wolisz marnotrawić swój czas na oglądanie serialu który za kilka minut zapomnisz? A może na wylegiwanie się, odpoczywanie, choć jesteś wypoczętym, gotowym do pracy choć trochę leniwym człowiekiem? :)
A więc pewnie zastanawiasz się kiedy przejdę do najważniejszego? Technika ta jest prościutka i dziwne, że aż tak wielu z nas ją nie docenia. Musisz mi jednak obiecać jedno! Jeżeli decydujesz się ją wbudować w życie niema tu mowy o reakcji na nią typu - "aha, spoko, fajnie" a raczej zabranie się w milczeniu do roboty. Choćby nieważne jakie opinie Tobą kierowały. Nie oceniaj książki po okładce a weź się po prostu za nią. To jest bardzo ważny tok myślenia. Nie daj się rozproszyć. Nie napalaj się też na to :P po prostu trzy głębokie oddechy i ze spokojem zdecyduj się. Jeżeli masz jeszcze nadal wątpliwości zastosuj sprawdzoną przeze mnie technikę, którą opisywałem przy okazji walki ze słomianym zapałem. Pozwól sobie aby ta chęć, ta myśl powróciła do Ciebie kilka razy. Nie raz dała o sobie znać i zniknęła a gnębiła Cię w świadomości. Wtedy kiedy już zrozumiesz że to cholerstwo nie odpuści weźmiesz się do roboty.
Nadal brak ostatecznej wersji? A czemu to? Rozpisuje się o wszystkim i o niczym odbiegając od najważniejszego. Jednak cierpliwości. Ów techniką sprawiłem, że z lenia nie wyobrażam sobie każdego dnia bez aktywności fizycznej. Dzięki temu każdego dnia nie mam najmniejszego problemu z czerpaniem motywacji i radości z życia. Ta technika pozwoliła mi niesamowicie poprawić swoje zdolności w posługiwaniu się zarówno językiem Angielskim (choć jeszcze wiele pracy przede mną) jak i umiejętnościami w kuchni. To nie jest jakiś tam wymyślony, nieprzetestowany trick. Jestem pewien, że nawet każdy z was w pewien sposób nieświadomie z niego korzysta przeradzając zwykłe ciekawe zainteresowanie w coś co staję się dla was pasją, życiem codziennym, co jest w każdym oddechu i wdechu.
Dosyć specjalnego lania tej wody. Jeżeli nie porzuciłeś tekstu to gratuluję i zalecam skupić uwagę na moich słowach. Kluczem do sukcesu jest wyrobienie sobie nawyku. Tak! mały głupi nawyk. A więc dajmy na to chcesz napisać książkę, choć kilku zdaniowy tekst jest dla Ciebie problemem... włącz muzykę, odpal notatnik i napisz kilka zdań, nie zapisując jednak tekstu! Później znów załącz jeszcze raz i pisz aż Ci się nie znudzi. Kiedy już będziesz zadowolony ze swojego tekstu zapisz go. Jednak nie każdy ma czas aby siedzieć przy tym. Możesz znajdować się w poczekalni do lekarza. Co wtedy? Zacznij opowiadać sobie coś w głowie. Czy to takie trudne? Nie! 0 wysiłku! Idziesz do domu czy jedziesz autobusem, samochodem? Wymyśl sobie jakąś historyjkę. Te małe kroki są czymś niewyobrażalnie wielkim! I kiedy zobaczysz, że zaczyna Ci wychodzić, chwyć tą radość z postępu i ciśnij dalej. Na innym przykładzie... jesteś nieśmiałą osóbką. Idź na spacer pośród ludzi. Mijając każdego wyobraź sobie co miłego mógłbyś powiedzieć. Coś typu "Ładną ma pani koszulkę". Chyba to nic Cię nie kosztuje. Myśli nie wychodzą poza rozum, nie naginasz swojej nieśmiałości. Wyobraź sobie, że rozmawiasz z kimś nieznajomym. Oswajaj się z takimi sytuacjami. Następnie zagadaj do sąsiada, bliskiego. Później do nieznajomego.
Te małe kroki w każdym elemencie nad którym chcesz pracować to coś wielkiego. Wyrabiasz sobie nawyk pracy nad tym. Pierwsze kroki mogą wydawać się śmieszne, zbyt drobne, jednak większy jest już dla Ciebie wyzwaniem, które nie zawsze jest możliwe do zrealizowania. A więc w każdej chwili, momencie w jakim się znajdujesz możesz pracować nad czymś. Czy to wizualizacja, czy monolog czy nawet i sama praktyka. Nie popędzaj się, rób małe cierpliwe kroki. Masz czas. Nic na siłę. Jeżeli nie wychodzi próbuj dalej. Słuchaj trenera i krocz do przodu. Opanuj strach, problem. Pamiętaj! Nie zatrzymuj się! Ciągle rób te najprostsze, wydawać by się mogło nieopłacalne rzeczy. Jeżeli chcesz boksować, machaj sobie rękami, tak bez sensu, tak po prostu. Jeśli chcesz tańczyć, zacznij od nawet i kiwania głową czy tupania. Zacząć biegać? Idź na spacer i przebiegnij mały kawałek. Później zamiast autobusu wybierz spacer, aby przebiec kawałek. Wystarczą chęci i pomysł. Swój rozwój zacznij od stawiania małych kroczków, później przejdź w marsz aby nagle zacząć biec. Jednak pamiętaj! Jeżeli zmęczysz się biegnąc, nie zatrzymuj się a powróć do stawiania kroków. Cały czas do przodu!
Na samym początku niezbędna będzie nam motywacja, chęć do poprawy sytuacji. Ten wewnętrzny ogień, ten surowy trener wbudowany w świadomości, który nie pozwoli nam się poddać. Który za każdym razem kiedy upadniemy wydrze się na nas i zasadzi kopa abyśmy biegli do przodu, do celu. Aby mieć tą złość w sobie i cholerne samozaparcie - "Ja nie dam rady?". Powiedzieć sobie - czas na zmiany i uderzając ręką w biurko czy co tam pod ręką, przesadzić się na inne tory. W razie czego jeszcze warto zaopatrzyć się w motywacje w postaci czy to muzyki, czy nawet najprostszego wypominania sobie błędów i celu. Najważniejsze jednak aby za każdym razem wstać. Nie pieścić się ze sobą. To jedyna droga do sukcesu. Kiedy dochodzisz do swoich granic i chwytając je z całych sił popychasz do przodu poszerzając swobodę i zakres swoich możliwości. A kiedy już odniesiesz sukces, nie będzie to uczucie radości, ani uczucie spełnienia, ale ten wewnętrzny płomień, ta rosnąca wiara w siebie pędząca niczym rtęć w termometrze wystawionym w samo południe podczas słonecznego letniego dnia. Niewyobrażalna energia. Coś pięknego...
Jedynie jeżeli decyzja została podjęta zezwalam Ci na dalsze czytanie tego tekstu :D hehe w przeciwnym razie to co napiszę nie będzie stanowiło dla Ciebie żadnej wartości. To ma nie być informacja uzupełniająca ciekawość a raczej technika samorozwoju. A więc?
W myśl kaizen - wszystko małymi kroczkami naszą pracę nad danym problemem, wadą, cechą charakteru którą chcemy poprawić, a może i umiejętnościami sportowymi itp. musimy zacząć od małego, niezauważalnego kroku. To jest jak z bieganiem... za nic nie możesz zatrzymać się! Nawet jak nie możesz już biec to idziesz do przodu. Niema czasu na zatrzymywanie się. W późniejszym czasie wierz mi, wiem o czym mówię, możesz surowo żałować tego, że nawet nie spróbowałeś. To jest coś małego, drobnego, krótka chwila która zaowocuje czymś wielkim w przyszłości. A więc chcesz, a raczej wolisz marnotrawić swój czas na oglądanie serialu który za kilka minut zapomnisz? A może na wylegiwanie się, odpoczywanie, choć jesteś wypoczętym, gotowym do pracy choć trochę leniwym człowiekiem? :)
A więc pewnie zastanawiasz się kiedy przejdę do najważniejszego? Technika ta jest prościutka i dziwne, że aż tak wielu z nas ją nie docenia. Musisz mi jednak obiecać jedno! Jeżeli decydujesz się ją wbudować w życie niema tu mowy o reakcji na nią typu - "aha, spoko, fajnie" a raczej zabranie się w milczeniu do roboty. Choćby nieważne jakie opinie Tobą kierowały. Nie oceniaj książki po okładce a weź się po prostu za nią. To jest bardzo ważny tok myślenia. Nie daj się rozproszyć. Nie napalaj się też na to :P po prostu trzy głębokie oddechy i ze spokojem zdecyduj się. Jeżeli masz jeszcze nadal wątpliwości zastosuj sprawdzoną przeze mnie technikę, którą opisywałem przy okazji walki ze słomianym zapałem. Pozwól sobie aby ta chęć, ta myśl powróciła do Ciebie kilka razy. Nie raz dała o sobie znać i zniknęła a gnębiła Cię w świadomości. Wtedy kiedy już zrozumiesz że to cholerstwo nie odpuści weźmiesz się do roboty.
Nadal brak ostatecznej wersji? A czemu to? Rozpisuje się o wszystkim i o niczym odbiegając od najważniejszego. Jednak cierpliwości. Ów techniką sprawiłem, że z lenia nie wyobrażam sobie każdego dnia bez aktywności fizycznej. Dzięki temu każdego dnia nie mam najmniejszego problemu z czerpaniem motywacji i radości z życia. Ta technika pozwoliła mi niesamowicie poprawić swoje zdolności w posługiwaniu się zarówno językiem Angielskim (choć jeszcze wiele pracy przede mną) jak i umiejętnościami w kuchni. To nie jest jakiś tam wymyślony, nieprzetestowany trick. Jestem pewien, że nawet każdy z was w pewien sposób nieświadomie z niego korzysta przeradzając zwykłe ciekawe zainteresowanie w coś co staję się dla was pasją, życiem codziennym, co jest w każdym oddechu i wdechu.
Dosyć specjalnego lania tej wody. Jeżeli nie porzuciłeś tekstu to gratuluję i zalecam skupić uwagę na moich słowach. Kluczem do sukcesu jest wyrobienie sobie nawyku. Tak! mały głupi nawyk. A więc dajmy na to chcesz napisać książkę, choć kilku zdaniowy tekst jest dla Ciebie problemem... włącz muzykę, odpal notatnik i napisz kilka zdań, nie zapisując jednak tekstu! Później znów załącz jeszcze raz i pisz aż Ci się nie znudzi. Kiedy już będziesz zadowolony ze swojego tekstu zapisz go. Jednak nie każdy ma czas aby siedzieć przy tym. Możesz znajdować się w poczekalni do lekarza. Co wtedy? Zacznij opowiadać sobie coś w głowie. Czy to takie trudne? Nie! 0 wysiłku! Idziesz do domu czy jedziesz autobusem, samochodem? Wymyśl sobie jakąś historyjkę. Te małe kroki są czymś niewyobrażalnie wielkim! I kiedy zobaczysz, że zaczyna Ci wychodzić, chwyć tą radość z postępu i ciśnij dalej. Na innym przykładzie... jesteś nieśmiałą osóbką. Idź na spacer pośród ludzi. Mijając każdego wyobraź sobie co miłego mógłbyś powiedzieć. Coś typu "Ładną ma pani koszulkę". Chyba to nic Cię nie kosztuje. Myśli nie wychodzą poza rozum, nie naginasz swojej nieśmiałości. Wyobraź sobie, że rozmawiasz z kimś nieznajomym. Oswajaj się z takimi sytuacjami. Następnie zagadaj do sąsiada, bliskiego. Później do nieznajomego.
Te małe kroki w każdym elemencie nad którym chcesz pracować to coś wielkiego. Wyrabiasz sobie nawyk pracy nad tym. Pierwsze kroki mogą wydawać się śmieszne, zbyt drobne, jednak większy jest już dla Ciebie wyzwaniem, które nie zawsze jest możliwe do zrealizowania. A więc w każdej chwili, momencie w jakim się znajdujesz możesz pracować nad czymś. Czy to wizualizacja, czy monolog czy nawet i sama praktyka. Nie popędzaj się, rób małe cierpliwe kroki. Masz czas. Nic na siłę. Jeżeli nie wychodzi próbuj dalej. Słuchaj trenera i krocz do przodu. Opanuj strach, problem. Pamiętaj! Nie zatrzymuj się! Ciągle rób te najprostsze, wydawać by się mogło nieopłacalne rzeczy. Jeżeli chcesz boksować, machaj sobie rękami, tak bez sensu, tak po prostu. Jeśli chcesz tańczyć, zacznij od nawet i kiwania głową czy tupania. Zacząć biegać? Idź na spacer i przebiegnij mały kawałek. Później zamiast autobusu wybierz spacer, aby przebiec kawałek. Wystarczą chęci i pomysł. Swój rozwój zacznij od stawiania małych kroczków, później przejdź w marsz aby nagle zacząć biec. Jednak pamiętaj! Jeżeli zmęczysz się biegnąc, nie zatrzymuj się a powróć do stawiania kroków. Cały czas do przodu!
piątek, 30 sierpnia 2013
Edukacja?
Czy ktoś kto jest zwykłym pasjonatem może być lepszy od wysoko wykształconego profesora? Czy wykute formułki serwowane swoim klientom w typowej zawodowej przemowie mogą mierzyć się z pełnymi ekscytacji poglądami osoby opierającej się na doświadczeniach i zdobytej wiedzy w swoim zakresie? I najważniejsze czy to szkolnictwo zasługuje na miłość czy raczej edukacja?
Szkoła wpaja nam swoje okrojone i przepuszczone przez możliwie jak najwięcej filtrów formułki, które wkuwamy jak oszalali chcąc w życiu osiągnąć wyższy stopień. Wszelkie wzory, teorie i twierdzenia wypełniają naszą pamięć, która niekiedy pęka w szwach. Dokładając za każdym razem następne i następne wiadomości, bez większego pojęcia o ich znaczeniu i sensie osiągamy jakoś odpowiedni stan, który pozwoli nam zapamiętać materiał i zaliczyć go w szkole. Co jednak dzieje się później? Po bitych 6 latach fizyki zaliczyłem wszystkie egzaminy nie mając niekiedy pojęcia o co chodzi. Znam formułki i rozwiązania z matematyki pozostając absolutnie na nie obojętny. 3 lata kształcenia się zawodowego nie dało mi tak wiele jak wiedza zdobyta we własnym zakresie w ciągu kilku miesięcy robiąc to z własnych chęci. Szkolnictwo jest niczym. Większość zdobytej wiedzy uleciała mi z głowy. Lata poświęceń, godziny wpajania rozpłynęły się. Nigdy nie przykładałem się do granic możliwości przygotowując się na zaliczenie. Nie przeciążałem umysłu siedząc do późna aby odebrać wyższą notę za swoje poświęcenie. Będąc świadomy utraty niektórych informacji wolałem czas poświęcić na coś innego. Czy mam czego żałować? Po raz kolejny szkolnictwo jest niczym. Co zmienia w Twoim zachowaniu i przyszłości nota podwyższona z 3 na 4 jeżeli nie czujesz i rozumiesz wiedzy? Tyle wiesz jednak nie potrafisz tego wykorzystać. Nie o to tu chodzi. Pokochaj edukację a nie szkolnictwo. Kieruj się edukacją a nie szkolnictwem! Bez wiedzy bylibyśmy niczym. To jest sens kształtujący wszelkie sfery naszej osobowości, odpowiedzialny za każdy aspekt życia i formę w jakiej jesteśmy. Nauka formułek? Nie! Poszerzanie wiedzy, gromadzenie ciekawostek regulujących nasz światopogląd i pojęcie? Tak! A więc wpajając materiał nie czyń z siebie zombie zapisując bez emocji informacje na swój twardy dysk aby później sucho rzucać nimi na lewo i prawo tylko po to aby odebrać wyższą notę. Pokochaj wiedzę i postaraj się zrozumień i zainteresować tym co dla Ciebie się liczy. I chociażby wynagrodzenie miałoby być gorsze, tak zdobyta wiedza będzie stanowiła sens. Wpajając wiedzę historyczną nie nawalaj masowo wszelkich dat, nazwisk, statystyk a raczej zainteresuj się faktami, wydarzeniami, zachowaniem. Jak było, jak mogło być, co o tym świadczy? Nie bój się wyjść ponad program kierując się ciekawością a nie ograniczeniem. Pokochaj wiedzę i edukacje, pozostawiając szkolnictwo z niższym priorytetem a wartość informacji wzrośnie znacznie podbijając wszelkie sfery psychiczne nimi karmione. W przyszłości w każdej pracy liczyć się będziesz Ty i Twoje zaangażowanie a nie robot nawalający na lewo i prawo określone frazy. Choć i takich nie brakuje aktualnie w działach usług jednak odpowiedz sobie sam kogo byś wybrał? Pasjonata czy komputer... wybór należy do Ciebie!
Szkoła wpaja nam swoje okrojone i przepuszczone przez możliwie jak najwięcej filtrów formułki, które wkuwamy jak oszalali chcąc w życiu osiągnąć wyższy stopień. Wszelkie wzory, teorie i twierdzenia wypełniają naszą pamięć, która niekiedy pęka w szwach. Dokładając za każdym razem następne i następne wiadomości, bez większego pojęcia o ich znaczeniu i sensie osiągamy jakoś odpowiedni stan, który pozwoli nam zapamiętać materiał i zaliczyć go w szkole. Co jednak dzieje się później? Po bitych 6 latach fizyki zaliczyłem wszystkie egzaminy nie mając niekiedy pojęcia o co chodzi. Znam formułki i rozwiązania z matematyki pozostając absolutnie na nie obojętny. 3 lata kształcenia się zawodowego nie dało mi tak wiele jak wiedza zdobyta we własnym zakresie w ciągu kilku miesięcy robiąc to z własnych chęci. Szkolnictwo jest niczym. Większość zdobytej wiedzy uleciała mi z głowy. Lata poświęceń, godziny wpajania rozpłynęły się. Nigdy nie przykładałem się do granic możliwości przygotowując się na zaliczenie. Nie przeciążałem umysłu siedząc do późna aby odebrać wyższą notę za swoje poświęcenie. Będąc świadomy utraty niektórych informacji wolałem czas poświęcić na coś innego. Czy mam czego żałować? Po raz kolejny szkolnictwo jest niczym. Co zmienia w Twoim zachowaniu i przyszłości nota podwyższona z 3 na 4 jeżeli nie czujesz i rozumiesz wiedzy? Tyle wiesz jednak nie potrafisz tego wykorzystać. Nie o to tu chodzi. Pokochaj edukację a nie szkolnictwo. Kieruj się edukacją a nie szkolnictwem! Bez wiedzy bylibyśmy niczym. To jest sens kształtujący wszelkie sfery naszej osobowości, odpowiedzialny za każdy aspekt życia i formę w jakiej jesteśmy. Nauka formułek? Nie! Poszerzanie wiedzy, gromadzenie ciekawostek regulujących nasz światopogląd i pojęcie? Tak! A więc wpajając materiał nie czyń z siebie zombie zapisując bez emocji informacje na swój twardy dysk aby później sucho rzucać nimi na lewo i prawo tylko po to aby odebrać wyższą notę. Pokochaj wiedzę i postaraj się zrozumień i zainteresować tym co dla Ciebie się liczy. I chociażby wynagrodzenie miałoby być gorsze, tak zdobyta wiedza będzie stanowiła sens. Wpajając wiedzę historyczną nie nawalaj masowo wszelkich dat, nazwisk, statystyk a raczej zainteresuj się faktami, wydarzeniami, zachowaniem. Jak było, jak mogło być, co o tym świadczy? Nie bój się wyjść ponad program kierując się ciekawością a nie ograniczeniem. Pokochaj wiedzę i edukacje, pozostawiając szkolnictwo z niższym priorytetem a wartość informacji wzrośnie znacznie podbijając wszelkie sfery psychiczne nimi karmione. W przyszłości w każdej pracy liczyć się będziesz Ty i Twoje zaangażowanie a nie robot nawalający na lewo i prawo określone frazy. Choć i takich nie brakuje aktualnie w działach usług jednak odpowiedz sobie sam kogo byś wybrał? Pasjonata czy komputer... wybór należy do Ciebie!
czwartek, 29 sierpnia 2013
Teorie świata
Kończąc swoją dłużącą się przygodę z poznawaniem wszechświata i mając przy tym całkiem wypaczony pogląd jak tak w ogóle to wszystko się trzyma, chcę jakoś spisać swoje przemyślenia będąc niesamowicie ciekaw jak to wszystko będzie się prezentować ubrane w słowa. (Pierwsza część jak może być nie do pojęcia tak odsyłam do tej drugiej gdzie zaczynam już pisać po ludzku :P)
Zacznijmy od naszego typowego świata rozumowanego i znanego dzięki naszym zmysłom. Mamy 3 wymiary, prędkość światła jest najszybsza a wszystko składa się z malutkich kuleczek - atomów. Czas dzieli się na 3 części - przyszłość, teraźniejszość i przeszłość i niema możliwości ingerencji i zbadania każdego z nich (po prostu są, tak? :D). Jednak spójrzmy nieco inaczej na sytuacje z perspektywy jeszcze bliższej czyli można rzec - kwantów - najmniejszej masy. A więc wszechświat jest w rzeczywistości jak idealna powierzchnia... pełnia absolutna gdzie cząstki elementarne (najmniejszy budulec) funkcjonują. A teraz oddalmy się jak tylko da radę gdzie wielkością odpowiednią do ów cząstek będą planety czy galaktyki. Mamy identyczną sytuacje. Śmiem tutaj twierdzić, że nie istnieje pojęcie najmniejszej jak i największej masy. A więc cząstki elementarne nie są najmniejsze a wszechświat jest nieskończony. Jednak musi być jakiś punkt przejściowy... w końcu wszystko się uzupełnia i tak jeżeli energia ujemna potrzebuje dodatniej, grawitony (cząsteczki grawitacji) potrzebują antygrawitonów abyśmy nie wylecieli w powietrze czy nie zostali totalnie spłaszczeni tak pewna granica musi gdzieś być. A więc może antymasa? próg 0 gdzie schodzimy w już antywymiar, który nazwijmy tutaj lustrzanym odbiciem. I tak jak u nas pewna cząstka jest ujemna czy kręci się w prawo tak tam jest dodatnia i kręci się w lewo? Lecz dajmy chwilę oddechu od tego wszystkiego. Wniosek nasuwa się jeden - wymiar wielkości to z pewnością nie nić z dwoma zakończeniami ale bardzo możliwe że połączona oboma końcami. A więc stanowiąca perfekcyjne kółko.
Zanotowane, podkreślone, idziemy dalej. Wieloświaty. Przy tej kwestii nie będziemy bujać w przestworzach, a rozważymy ich istnienie jedynie w naszym toku myślenia :) mamy wpływ na przeszłość? I czym tak w ogóle to jest? Czy przypadkiem nie są to pewne wspomnienia zapisane w naszej głowie, które mają różny związek z prawdą. Wywleczmy tutaj istnienie przykładowo Jimmu - pierwszego cesarza japońskiego. Ja wiem że taki był bo to sobie wyczytałem, ale dla innej osoby która czytała inne źródło przeszłość może być całkiem inna. A więc przeszłość nie jest czymś, co miało miejsce ale co mamy w głowie. W tym przypadku podważając tą teorię można rzec że nie jestem pewny tego co robiłem sekundę temu. Jednak mam to zapisane jedynie w głowie i w żaden sposób nie jestem w stanie udowodnić co tak naprawdę robiłem. W tym przypadku jeżeli przeszłość ulegnie zmianie na mnie nie wywoła to żadnej odmiennej reakcji... a więc, tak! przeszłość można zmienić! I my o tym się w żaden sposób nie dowiemy. Bo w głowie mamy co innego.
A co z przyszłością? Tutaj jest już o wiele ciężej. W naszym świecie można ją przewidywać po standardowych zachowaniach ludzkich z zachowaniem praw fizyki. Ale czy mamy można ją w pewien sposób zbadać? Pozostawię niewytłumaczone to pytanie, dokładając kolejną teorię - teraźniejszość nie istnieje. Jeżeli najmniejsza jednostka czasu nie istnieje to teraźniejszość jest punktem przejściowym między przeszłością a przyszłością który nie ma prawa bytu... swoich przysłowiowych pięciu minut. Nie powiesz "O teraz jest teraźniejszość" po wszystko rozkłada się między to co było i to co ma być zaraz powiedziane. A więc tworząc w głowie model czasu śmiem tutaj twierdzić, że wygląda jak okrąg :) a więc przeszłość i przyszłość niema końca a jest jedynie połączona. Pytanie tylko czy wędrówka, pełne okrążenie jest niewyobrażalnie długie czy trwa najmniejszą cząstkę czasu (nieobliczony kwant czasu).
I na deser istnienie nieskończonej liczby światów. W tym przypadku wydaje się to być niedorzeczne, jeżeli jednak wszechświaty nieskończone w swojej wielkości są tak naprawdę najdrobniejszymi cząsteczkami elementarnymi? Największe jest najmniejszym. Niema końca. doskonały okrąg.
Mam nadzieję, że skutecznie namieszałem w głowie :) hahaha ale niech ktoś spróbuje podważyć moją teorię! Jedynie te najbardziej nieprawdopodobne założenia mają największy sens.
Teorie świata - Fizyka teoretyczna.
Zacznijmy od naszego typowego świata rozumowanego i znanego dzięki naszym zmysłom. Mamy 3 wymiary, prędkość światła jest najszybsza a wszystko składa się z malutkich kuleczek - atomów. Czas dzieli się na 3 części - przyszłość, teraźniejszość i przeszłość i niema możliwości ingerencji i zbadania każdego z nich (po prostu są, tak? :D). Jednak spójrzmy nieco inaczej na sytuacje z perspektywy jeszcze bliższej czyli można rzec - kwantów - najmniejszej masy. A więc wszechświat jest w rzeczywistości jak idealna powierzchnia... pełnia absolutna gdzie cząstki elementarne (najmniejszy budulec) funkcjonują. A teraz oddalmy się jak tylko da radę gdzie wielkością odpowiednią do ów cząstek będą planety czy galaktyki. Mamy identyczną sytuacje. Śmiem tutaj twierdzić, że nie istnieje pojęcie najmniejszej jak i największej masy. A więc cząstki elementarne nie są najmniejsze a wszechświat jest nieskończony. Jednak musi być jakiś punkt przejściowy... w końcu wszystko się uzupełnia i tak jeżeli energia ujemna potrzebuje dodatniej, grawitony (cząsteczki grawitacji) potrzebują antygrawitonów abyśmy nie wylecieli w powietrze czy nie zostali totalnie spłaszczeni tak pewna granica musi gdzieś być. A więc może antymasa? próg 0 gdzie schodzimy w już antywymiar, który nazwijmy tutaj lustrzanym odbiciem. I tak jak u nas pewna cząstka jest ujemna czy kręci się w prawo tak tam jest dodatnia i kręci się w lewo? Lecz dajmy chwilę oddechu od tego wszystkiego. Wniosek nasuwa się jeden - wymiar wielkości to z pewnością nie nić z dwoma zakończeniami ale bardzo możliwe że połączona oboma końcami. A więc stanowiąca perfekcyjne kółko.
Zanotowane, podkreślone, idziemy dalej. Wieloświaty. Przy tej kwestii nie będziemy bujać w przestworzach, a rozważymy ich istnienie jedynie w naszym toku myślenia :) mamy wpływ na przeszłość? I czym tak w ogóle to jest? Czy przypadkiem nie są to pewne wspomnienia zapisane w naszej głowie, które mają różny związek z prawdą. Wywleczmy tutaj istnienie przykładowo Jimmu - pierwszego cesarza japońskiego. Ja wiem że taki był bo to sobie wyczytałem, ale dla innej osoby która czytała inne źródło przeszłość może być całkiem inna. A więc przeszłość nie jest czymś, co miało miejsce ale co mamy w głowie. W tym przypadku podważając tą teorię można rzec że nie jestem pewny tego co robiłem sekundę temu. Jednak mam to zapisane jedynie w głowie i w żaden sposób nie jestem w stanie udowodnić co tak naprawdę robiłem. W tym przypadku jeżeli przeszłość ulegnie zmianie na mnie nie wywoła to żadnej odmiennej reakcji... a więc, tak! przeszłość można zmienić! I my o tym się w żaden sposób nie dowiemy. Bo w głowie mamy co innego.
A co z przyszłością? Tutaj jest już o wiele ciężej. W naszym świecie można ją przewidywać po standardowych zachowaniach ludzkich z zachowaniem praw fizyki. Ale czy mamy można ją w pewien sposób zbadać? Pozostawię niewytłumaczone to pytanie, dokładając kolejną teorię - teraźniejszość nie istnieje. Jeżeli najmniejsza jednostka czasu nie istnieje to teraźniejszość jest punktem przejściowym między przeszłością a przyszłością który nie ma prawa bytu... swoich przysłowiowych pięciu minut. Nie powiesz "O teraz jest teraźniejszość" po wszystko rozkłada się między to co było i to co ma być zaraz powiedziane. A więc tworząc w głowie model czasu śmiem tutaj twierdzić, że wygląda jak okrąg :) a więc przeszłość i przyszłość niema końca a jest jedynie połączona. Pytanie tylko czy wędrówka, pełne okrążenie jest niewyobrażalnie długie czy trwa najmniejszą cząstkę czasu (nieobliczony kwant czasu).
I na deser istnienie nieskończonej liczby światów. W tym przypadku wydaje się to być niedorzeczne, jeżeli jednak wszechświaty nieskończone w swojej wielkości są tak naprawdę najdrobniejszymi cząsteczkami elementarnymi? Największe jest najmniejszym. Niema końca. doskonały okrąg.
Mam nadzieję, że skutecznie namieszałem w głowie :) hahaha ale niech ktoś spróbuje podważyć moją teorię! Jedynie te najbardziej nieprawdopodobne założenia mają największy sens.
Teorie świata - Fizyka teoretyczna.
środa, 28 sierpnia 2013
Life is Beautiful
Co w sobie człowiek ma najpiękniejszego? Niepohamowaną możliwość osiągnięcia każdego celu jaki tylko sobie obierze. Przekraczając wszelkie wewnętrzne bariery potrafi biec przed siebie na wielkiego pana ciemności. Puchnąc od ran, zadrapań, złamań, biegnie jednak po swojej ścieżce ściskając w ręku zwykłą rzecz o potężnej mocy. Niesiony mentalną energią przeczy wszelkim znanym nam granicom możliwości osiągając cel, wbijając sztylet w samą gardziel ciemności, rozrywając czarną powłokę wydającą zbawienne światło. Światło.. które pozwoli mu spocząć. dopóki powłoka się nie zregeneruje, zwracając na nowo wojownikowi sens i cel...
wtorek, 27 sierpnia 2013
Nic dodać nic ująć
"Jeżeli nie budujesz własnych marzeń, znajdzie się ktoś inny, kto wykorzysta Ciebie do budowy własnych."
środa, 19 czerwca 2013
Unikalna perspektywa postrzegania rzeczywistości
Oczywistym jest, że każdy na podstawie własnych doświadczeń i poglądów, ma swoją własną, niezastąpioną perspektywę postrzegania otaczającej nas rzeczywistości. Jednak czy wiele osób zastanawia się nad nią? Gdzieś tam w ciemnych czeluściach naszej świadomości (bądź nawet podświadomości) kilka niezależnych myśli oraz teorii formują się w jeden, niespójny i niejasny punkt widzenia. A więc dobrze wiemy, że takie coś prowadzi nas przez życie codzienne, jednak prawdziwa forma pozostaje u większości z nas nadal niezdefiniowana. Ludzie żyją w stresie, strachu nie znając przy tym jasnej przyczyny ich występowania. Jedni wydają się być bardziej komunikatywni, inni zaś skrywają swoje poglądy. Chociaż wiele zdefiniowanych przyczyn składa się na tego typu zachowania, jednak prawie nikt z "chorych" nie jest w stanie dokładnie powiedzieć skąd biorą się te rzeczy w życiu codziennym. Tutaj też ważna jest kwestia podejmowania ryzyka. Jednak zacznijmy to wszystko z innej, bardziej uporządkowanej i łatwiejszej do pojęcia strony.
Punkt widzenia na wybrany temat opiszę sobie tutaj jako zbiór wspomnień z doklejonymi odpowiednimi emocjami. A więc pogląd - "kim jest człowiek i po co żyje?" a dokładnie odpowiedź na to pytanie jest wynikiem sumy wszystkich negatywnych (ujemnych) i pozytywnych (dodatnich) reakcji na różne informacje oraz w pewien sposób odpowiednia ich klasyfikacja (numer cyfry) od tych, które są ciekawostką, do tych, które pokrywają się z naszymi poglądami i w pewien sposób są dla nas więcej warte (Czy to z powodu ich związku z autorytetem, czy po prostu szanowanym przez nas autorem artykułu/książki/innego sposobu przekazywania swoich przemyśleń). W taki sposób dla osoby wierzącej człowiek będzie czymś wyjątkowym, przybierającym stan ducha i żyjącym wiecznie a dla innego (w tym dla mnie) jednym z organizmów żywych, który podziała sobie przez pewien okres i zwiędnie (Worek mięcha i kości). Jednak przez to, że zachciało nam się filozofować i wykorzystywać swój procesor troszkę intensywniej niż pozostałe stworzenia, daliśmy początek wielu głupim chorobom (stres,depresja) przez co prawda musi być odpowiednio dawkowana, lub po prostu skrywana przed innymi, oddając w nasze ręce nieco piękniejsze kłamstewka, poprawiające nasze funkcjonowanie. Lecz wróćmy na odpowiednie tory. Zwolnijmy nieco i przyjrzyjmy się dokładnie.
Pomimo wielu wielu tematów na które mamy swoje poglądy, jedne mają na nas większy wpływ w codziennym życiu (mój stosunek wobec innych, pewność siebie) a inne stanowią drobny dodatek budujący naszą osobowość (Moje ulubione dziedziny literatury, filmu, poglądy polityczne). Akurat chciałbym tutaj zwrócić uwagę na pierwszą grupę, która raczej intensywniej oddziałuje na naszą przyszłość i stan życia, niż ta druga. Na warsztat weźmy stosunek wobec innych - nawiązywanie kontaktów itp. oraz gotowa już część perspektywy, wymontowana z jakiegoś tam człowieka:
-Inni ludzie są źli (wynik negatywny - przewaga wspomnień gdzie osoba była wyśmiewana za błąd i mocniej ją to dotkęło)
-Moje zachowanie jest złe (Nienaturalne, nieadekwatne do sytuacji w moim przekonaniu, gorsze od innych)
-Moje umiejętności są zbyt słabe (Przykładowo przezentacja, humor, w zestawieniu z poziomem innych osób)
W rzeczywistości (Punkt widzenia odbiorcy) mamy osobę małomówną. Granica luzu położona jest zbyt nisko, co zwiększa w niej napięcie i wywołuje stres. Dosyć często dochodzi nadmierne przejmowanie się - co inni pomyślą itp. Spróbujmy jednak przemienić jeden z elementów.
-inni ludzie są źli inni ludzie są gorsi - wywlekając we wspomnieniach sytuacje, gdzie obiekt badany okazywał się lepszy/mądrzejszy od innych. W tym przypadku kilkakrotnie powtórzony zabieg przypominania (codziennie przez dajmy na to tydzień) podbije wartość ów elementów, zmieniając tym samym punkt widzenia pierwotny na inny. W tym przypadku to co otrzymamy finalnie, nie będzie już zestresowane na takim samym poziomie co wcześniej. Dystans do niektórych spraw się poszerzy a granica luzu powędruje wzwyż.
Dla utrwalenia - wychwycenia szczegółów omawianego mechanizmu podrzucę inny przykład - pogląd dotyczący aktualnej pracy
-Zbyt niskie zarobki (Wynagrodzenie nieadekwatne do potrzeb i wymagań jednostki, oraz w porównaniu z zarobkami znajomych, innych osób).
-Fajni współpracownicy/przełożeni (Przewaga pozytywnych wspomnień, wrażeń, opinii nad negatywnymi)
-Miłe zajęcie (Czerpanie przyjemności z wykonywanej pracy, pokrywanie się z zainteresowaniami, bezkonfliktowość z warunkami fizycznymi/psychicznymi jednostki)
Biorąc te trzy cechy jako najważniejsze w definiowaniu pracy jako bardzo dobra, w przypadku jednej negatywnej na dwie mamy jednak wynik plusowy (chyba że zarobki byłyby tragiczne). Chociaż w tym przypadku mamy małą możliwość wprowadzenia zmian (patrząc realistycznie) jednak mechanizm nawet i w tym przypadku pozostaje aktywny.
Teraz najważniejsza część całego wywodu, czyli odpowiedź na pytanie, w jakim celu zaprezentowałem te przykłady. Otóż upatruję w tym mechanizmie nadzieje dla wielu osób na poprawę swojej sytuacji i tak dla kogoś, kto pracuje nad swoim charakterem, stworzenie mapki tego typu i pracowanie nad każdym jej elementem może zdziałać cuda. Żaden psycholog ani specjalista nie pomoże nam tak dobrze jak my sami sobie! Wystarczy jedynie w odpowiedni sposób podejść do problemu i pracować nad nim. Zaś co do samej Unikalnej perspektywy postrzegania rzeczywistości, rozpisanie tego typu swojego podejścia do niektórych spraw może odkryć przed nami samymi całkiem nowe informacje, których nie byliśmy dotychczas świadomi.
Powracając do rozwoju osobistego i pracy nad niedoskonałościami, dla zainteresowanych zaprezentuję sposób na np. poprawę swojej charyzmy:
-Jaki mam stosunek do innych osób? (to pozwoli nam określić czy zależy nam na rozmówcy bez którego bądź co bądź, ale charyzma jest nieważna)
-Jaki mam stosunek do siebie samego (Dzięki temu określimy swoją pewność siebie i czy możliwe jest osiągnięcie stanu flow pozwalającego na swobodniejsze i dużo lepsze prowadzenie konwersacji itp.)
-Jak widzę swoją dykcje, bogactwo językowe, ogólne zdolności konwersacyjne (Podbudowa myślnika nr.2)
-Jakie znaczenie ma dla mnie charyzma w życiu, czy jest potrzebna (tutaj w sumie określamy swoją motywacje i chęci do wprowadzenia zmian. Opisując w ten sposób swoją opinie jakby dajemy swojej świadomości dosadnie do zrozumienia, co tak naprawdę o całej sytuacji sądzimy)
Oczywistym chyba jest, że bez szczerych odpowiedzi nie osiągniemy rzeczywistego wyniku. Jeżeli na któryś punkt ciężko odpowiedzieć, wystarczy zastanowić się i specjalnie dla niego rozpisać kilku-punktową mapkę z elementami, które wydają się najbardziej pasować.
W przypadku negatywu przy punkcie pierwszym wystarczy albo wypracować sobie inną opinię (wyciągając wspomnienia i je umacniając na opisanym wcześniej przykładzie) lub znaleźć alternatywę (na zasadzie wcześniej wspomnianego - jestem lepszy).
2 i 3 punkt można poprawić więcej rozmawiając i podejmując ryzyko (o ile w ogóle można tak to ująć) które w przypadku powodzenia owocuje wzrostem pewności - składnika dodatniego. W wolnych chwilach można prowadzić symulacje rozmów w głowie, ćwiczyć przed lustrem, ogólnie mówiąc korzystać z tych sposobów, które wydają się nam najodpowiedniejsze (byle nie zmuszać się na siłę, co wywołuje raczej negatywne doznania. Noo chyba że jednostka ma motywacje przebijającą wrażenia negatywne wynikające z niepowodzenia).
Mapki powinny robione być pod samego siebie a nie wykorzystywane już gotowce, gdyż dla jednego znaczenie może mieć problem X a dla innego problem Y. Wypadałoby również trzymać się małej ilości punktów aby ogrom pracy bądź złożona forma nie zniechęciła nas do pracy.
Punkt widzenia na wybrany temat opiszę sobie tutaj jako zbiór wspomnień z doklejonymi odpowiednimi emocjami. A więc pogląd - "kim jest człowiek i po co żyje?" a dokładnie odpowiedź na to pytanie jest wynikiem sumy wszystkich negatywnych (ujemnych) i pozytywnych (dodatnich) reakcji na różne informacje oraz w pewien sposób odpowiednia ich klasyfikacja (numer cyfry) od tych, które są ciekawostką, do tych, które pokrywają się z naszymi poglądami i w pewien sposób są dla nas więcej warte (Czy to z powodu ich związku z autorytetem, czy po prostu szanowanym przez nas autorem artykułu/książki/innego sposobu przekazywania swoich przemyśleń). W taki sposób dla osoby wierzącej człowiek będzie czymś wyjątkowym, przybierającym stan ducha i żyjącym wiecznie a dla innego (w tym dla mnie) jednym z organizmów żywych, który podziała sobie przez pewien okres i zwiędnie (Worek mięcha i kości). Jednak przez to, że zachciało nam się filozofować i wykorzystywać swój procesor troszkę intensywniej niż pozostałe stworzenia, daliśmy początek wielu głupim chorobom (stres,depresja) przez co prawda musi być odpowiednio dawkowana, lub po prostu skrywana przed innymi, oddając w nasze ręce nieco piękniejsze kłamstewka, poprawiające nasze funkcjonowanie. Lecz wróćmy na odpowiednie tory. Zwolnijmy nieco i przyjrzyjmy się dokładnie.
Pomimo wielu wielu tematów na które mamy swoje poglądy, jedne mają na nas większy wpływ w codziennym życiu (mój stosunek wobec innych, pewność siebie) a inne stanowią drobny dodatek budujący naszą osobowość (Moje ulubione dziedziny literatury, filmu, poglądy polityczne). Akurat chciałbym tutaj zwrócić uwagę na pierwszą grupę, która raczej intensywniej oddziałuje na naszą przyszłość i stan życia, niż ta druga. Na warsztat weźmy stosunek wobec innych - nawiązywanie kontaktów itp. oraz gotowa już część perspektywy, wymontowana z jakiegoś tam człowieka:
-Inni ludzie są źli (wynik negatywny - przewaga wspomnień gdzie osoba była wyśmiewana za błąd i mocniej ją to dotkęło)
-Moje zachowanie jest złe (Nienaturalne, nieadekwatne do sytuacji w moim przekonaniu, gorsze od innych)
-Moje umiejętności są zbyt słabe (Przykładowo przezentacja, humor, w zestawieniu z poziomem innych osób)
W rzeczywistości (Punkt widzenia odbiorcy) mamy osobę małomówną. Granica luzu położona jest zbyt nisko, co zwiększa w niej napięcie i wywołuje stres. Dosyć często dochodzi nadmierne przejmowanie się - co inni pomyślą itp. Spróbujmy jednak przemienić jeden z elementów.
-
Dla utrwalenia - wychwycenia szczegółów omawianego mechanizmu podrzucę inny przykład - pogląd dotyczący aktualnej pracy
-Zbyt niskie zarobki (Wynagrodzenie nieadekwatne do potrzeb i wymagań jednostki, oraz w porównaniu z zarobkami znajomych, innych osób).
-Fajni współpracownicy/przełożeni (Przewaga pozytywnych wspomnień, wrażeń, opinii nad negatywnymi)
-Miłe zajęcie (Czerpanie przyjemności z wykonywanej pracy, pokrywanie się z zainteresowaniami, bezkonfliktowość z warunkami fizycznymi/psychicznymi jednostki)
Biorąc te trzy cechy jako najważniejsze w definiowaniu pracy jako bardzo dobra, w przypadku jednej negatywnej na dwie mamy jednak wynik plusowy (chyba że zarobki byłyby tragiczne). Chociaż w tym przypadku mamy małą możliwość wprowadzenia zmian (patrząc realistycznie) jednak mechanizm nawet i w tym przypadku pozostaje aktywny.
Teraz najważniejsza część całego wywodu, czyli odpowiedź na pytanie, w jakim celu zaprezentowałem te przykłady. Otóż upatruję w tym mechanizmie nadzieje dla wielu osób na poprawę swojej sytuacji i tak dla kogoś, kto pracuje nad swoim charakterem, stworzenie mapki tego typu i pracowanie nad każdym jej elementem może zdziałać cuda. Żaden psycholog ani specjalista nie pomoże nam tak dobrze jak my sami sobie! Wystarczy jedynie w odpowiedni sposób podejść do problemu i pracować nad nim. Zaś co do samej Unikalnej perspektywy postrzegania rzeczywistości, rozpisanie tego typu swojego podejścia do niektórych spraw może odkryć przed nami samymi całkiem nowe informacje, których nie byliśmy dotychczas świadomi.
Powracając do rozwoju osobistego i pracy nad niedoskonałościami, dla zainteresowanych zaprezentuję sposób na np. poprawę swojej charyzmy:
-Jaki mam stosunek do innych osób? (to pozwoli nam określić czy zależy nam na rozmówcy bez którego bądź co bądź, ale charyzma jest nieważna)
-Jaki mam stosunek do siebie samego (Dzięki temu określimy swoją pewność siebie i czy możliwe jest osiągnięcie stanu flow pozwalającego na swobodniejsze i dużo lepsze prowadzenie konwersacji itp.)
-Jak widzę swoją dykcje, bogactwo językowe, ogólne zdolności konwersacyjne (Podbudowa myślnika nr.2)
-Jakie znaczenie ma dla mnie charyzma w życiu, czy jest potrzebna (tutaj w sumie określamy swoją motywacje i chęci do wprowadzenia zmian. Opisując w ten sposób swoją opinie jakby dajemy swojej świadomości dosadnie do zrozumienia, co tak naprawdę o całej sytuacji sądzimy)
Oczywistym chyba jest, że bez szczerych odpowiedzi nie osiągniemy rzeczywistego wyniku. Jeżeli na któryś punkt ciężko odpowiedzieć, wystarczy zastanowić się i specjalnie dla niego rozpisać kilku-punktową mapkę z elementami, które wydają się najbardziej pasować.
W przypadku negatywu przy punkcie pierwszym wystarczy albo wypracować sobie inną opinię (wyciągając wspomnienia i je umacniając na opisanym wcześniej przykładzie) lub znaleźć alternatywę (na zasadzie wcześniej wspomnianego - jestem lepszy).
2 i 3 punkt można poprawić więcej rozmawiając i podejmując ryzyko (o ile w ogóle można tak to ująć) które w przypadku powodzenia owocuje wzrostem pewności - składnika dodatniego. W wolnych chwilach można prowadzić symulacje rozmów w głowie, ćwiczyć przed lustrem, ogólnie mówiąc korzystać z tych sposobów, które wydają się nam najodpowiedniejsze (byle nie zmuszać się na siłę, co wywołuje raczej negatywne doznania. Noo chyba że jednostka ma motywacje przebijającą wrażenia negatywne wynikające z niepowodzenia).
Mapki powinny robione być pod samego siebie a nie wykorzystywane już gotowce, gdyż dla jednego znaczenie może mieć problem X a dla innego problem Y. Wypadałoby również trzymać się małej ilości punktów aby ogrom pracy bądź złożona forma nie zniechęciła nas do pracy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)